To nie ty masz wierzyć we wróżby. To one mają wierzyć w ciebie. Tak odpowiedziała starsza pani, pod koniec zimy, na początku kolejnej fali chaosu. I gdzieś zniknęła. Razem z wózkiem na zakupy, który tym razem nie zostawił żadnych śladów na śniegu. Chociaż z każdym dniem ważył dla niej coraz więcej. Jakby jabłka zmieniły się w kamienie, a bułki w grudy lodu.
Wcześniej zobaczyła długą linię na prawej dłoni. Powodzenie finansowe. Polska telewizja, co miała zapłacić, zapłaci. Pieniądze z tego dla ludzi na czas podzielicie. Jeszcze ktoś nie chce mieć komornika na koncie; jeszcze udaje, że się wstydzi.
I nowe umowy będą z tymi, co udają, że łączą, i z tymi, co niczego nie udają, tylko eksploatują polskich widzów tak, że aż muszą płacić za to kary. Żeby swoim szefom na Zachodzie umilać oglądanie raportów. Zmęczyliście ich tyle, ile trzeba, albo nawet trochę więcej. Na zapas. Podpiszą. Już nie chcą was oglądać co chwila. Już im te wasze maile też niesmaczne.
I tych, co organizują koncerty, jeszcze lepiej pilnować będziecie. I domy aukcyjne zaczną płacić malarzom. I nawet za granicą ktoś zauważy, że idzie to wszystko w dobrą stronę. Taki to będzie rok, synku. Rok 2026.
A jeszcze wcześniej inną linię znalazła. Krótką, rozdzieloną na dwie części. Po lewej stronie dłoni. Tu widzę, że rzeczy niektóre zaczną szybciej się dziać niż do tej pory. I inaczej. I powoli ta stara linia się, zobacz, urywa, ta nowa ją na skórze jakby zaciera.
Widzę, że ci, co sztuki piszą, będą mogli je zarejestrować bez wychodzenia z domu. A ci, co umowy sub-wydawnicze skanować musieli, już inaczej radzić sobie będą. I system reklamacji jaśniejszy będzie dla autorów.
I dział obsługi powstanie dla nich, i dla użytkowników też. Z prawdziwego zdarzenia. I wszystkie sprawy ludzie w jednym miejscu załatwią. Nie będziecie ich już przełączać po pokojach. Bo to dla wszystkich męczące. Taka to będzie wiosna, synku. Wiosna i lato roku 2026.
A ta taka dziwna kropka, tu przy kciuku? – zapytałem.
To są jakieś wybory.
A jak wybierać?
Mądrze. Na fakty patrzeć, nie na wrzaski. Krowa, która głośno muczy, mało mleka daje. A osioł jeszcze mniej.
Zanim starsza pani znalazła tę rozdwojoną linię, spojrzała mi w oczy i zapytała, czy wiem, na czym polega odkrywanie. Strzelałem po kolei. Odsłanianie czegoś zakrytego. Poznawanie nieznanych dotąd faktów, miejsc, zjawisk. Ujawnienie tajemnic. Spróbowałem trzeci raz. Ciągle kręciła głową.
Prawdziwy akt odkrycia nie polega na odnajdywaniu nowych lądów, lecz na patrzeniu na stare w nowy sposób. Marcel Proust, synku. Odkryłeś coś ostatnio?
Wtedy przyszło mi do głowy, że w zasadzie to ZAiKS ostatnio spojrzał na stare w nowy sposób i przypomniał sobie, czym jest i czym chce być. A nawet to zapisał w strategii swojego rozwoju na najbliższe pięć lat, którą przyjął zarząd Stowarzyszenia. Przypomniał sobie, że jest największą organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi w tej części Europy i 18. na świecie. I rośnie w ostatnich latach jak na drożdżach. A istnieje po to, by zarabiać pieniądze dla autorów, dbać o ich prawa i jednocześnie umożliwiać ludziom legalne korzystanie z twórczości. W tym celu musi być partnerem dla biznesu, ale mówiącym głosem środowisk twórczych. Powinien rozwijać się i proponować innowacyjne rozwiązania, nie bać się zmian i ciągłego doskonalenia standardów obsługi i pracy. Powinien też edukować użytkowników i wspierać ludzi kultury tam, gdzie zapomina o nich państwo. Tworzyć wreszcie intelektualną przestrzeń, w której ludzie kultury, z różnym bagażem doświadczeń i lat będą chcieli spędzać czas.
Wszystko to bardzo ładnie powiedziane. Teraz trzeba być konsekwentnym i się trochę zmęczyć. Wtedy przynajmniej część z planów się uda. A co się stanie niebawem, chętnie ci, synku, powróżę.