Przechodzeń sumienia
Przypomina „przechodnia” ze swojego sławnego dokumentu poświęconego Tadeuszowi Konwickiemu. Titkow jest przechodniem polskiego kina czy szerzej – polskiej kultury. Przechodzień, czyli człowiek w ruchu, czasami w biegu, częściej spacerujący. A kiedy się spaceruje, można pozwolić sobie na uważność. Dostrzeganie szczegółów, które innym zazwyczaj umykają, a których większość w ogóle nie zauważa.
Titkow widzi więcej. Reżyser, poeta, pisarz, diarysta, wykładowca. Wielość aktywności, wielość funkcji i zawsze ta sama uważność.
Jest przechodniem na własnych prawach. Uważność Titkowa to wyłuskiwanie pojedynczości na tle wielości. Jako świadek ułomności PRL-u i dekad kolejnych zdawał sobie sprawę, jak działają mechanizmy polityczne i społeczne. Wiedział, że w politycznym galimatiasie jeden człowiek staje się głosem sprawy, głosem pokolenia albo głosem sumienia.
Titkow oddaje głos pojedynczemu człowiekowi, może to być tak zwane duże nazwisko, ale także everyman, jeden z wielu. Człowiek, który – świadomie lub nie – został wciągnięty w tryby historii.
I przechodzień to zauważa. Przechodzień go zauważył. Przechodzień, Andrzej Titkow.
Filmografia Titkowa ujawnia niejedną niespodziankę. Reżyser korzystał z medium kina dokumentalnego, żeby wykreować określony temat, był w tym w większym stopniu bliższy fabule niż czystemu dokumentowi czy reportażowi telewizyjnemu. Dlatego filmy Titkowa, zwłaszcza z najciekawszej pod względem artystycznym dekady lat 70. i 80., charakteryzują się, co widać zwłaszcza po latach, tak wyrazistym stemplem autora.
Twórca Stacji Tworki był zawsze osobny. Działał w dialogu do obowiązujących mód czy zbiorowych wizji. Nie w opozycji, a w dialogu właśnie. Ani „nowa fala” w poezji, ani „moralny niepokój” w kinie nie stały się jego artystycznym sztandarem. W tym przypadku również był „przechodniem”. Przyglądał się uważnie, wyciągał wnioski, czytał, obserwował.

Bogata, ciekawa biografia. Marzenia o aktorstwie, karierze scenarzysty, fabularzysty, a w efekcie odwzajemniony afekt reżysera filmów dokumentalnych. Studia reżyserskie w Szkole Filmowej w Łodzi, współpraca z Wytwórnią Filmów Dokumentalnych, Telewizją Polską, Studiem Filmowym „Kronika” czy założonym przez siebie Studiem Filmowym „TAK”, kolejne tomy wierszy (m.in. Wstęp do nie napisanego poematu, Zapisy, zaklęcia, Pieśń pod pieśniami), praca pedagogiczna, społecznikowska, przede wszystkim jednak reżyseria kilkudziesięciu dokumentów, także fabuł, serialu Układ krążenia, „Teatrów Telewizji”, spektakli.
Pierwszymi idolami Andrzeja Titkowa byli Ingmar Bergman, Federico Fellini, Luis Buñuel, Kazimierz Karabasz. Od każdego z nich przejął coś ważnego. W czasie studiów fascynowała go czeska i brytyjska Nowa Fala. Wiedział już, że kino nie może być pięknoduchowskie, wyzbyte z powinności społecznych. To przekonanie utwierdzała przyjaźń, prywatna i artystyczna, z Krzysztofem Kieślowskim. Mieszkali razem, wspólnie nakręcili dokument Byłem żołnierzem. Ich własne filmy z tego okresu – Dom Titkowa czy Urząd Kieślowskiego – można uznać za manifesty pokolenia.
Chociaż w latach późniejszych Titkow nakręcił sześć „Teatrów Telewizji” i kilka fabuł (quasi-biografię Andrzeja Bursy, Światło odbite na podstawie Anda Stanisława Czycza, thriller Wynajmę pokój z Igorem Przegrodzkim i Beatą Ścibakówną, Terrarium według Ireneusza Iredyńskiego), serial Układ krążenia z Edwardem Lubaszenką, reżyserował w Teatrze Adekwatnym i Teatrze Polskim we Wrocławiu, pozostał wierny dokumentowi. Wyspecjalizował się zwłaszcza w dokumencie biograficznym, osiągając na tym polu mistrzostwo. Biografie artystów, pisarzy, polityków: Hanny Krall, Tadeusza Konwickiego, Marka Hłaski, Juliana Stryjkowskiego, Helmuta Kajzara, Jana Borysewicza, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Kazimierza Moczarskiego, Antoniego Słonimskiego, Christiana Skrzyposzka. Każdy z filmów z własną melodią, z odrębnym, przypisanym portretowanemu charakterem.
Kino Titkowa jest różnorodne. Jego najgłośniejsze tytuły, jak arcydzieło polskiego dokumentu – Daj mi to o terapii w ramach zajęć Grupy Treningowej Laboratorium Psychoedukacji, Wolny zawód opowiadający o prostytutkach czy Azyl, reportaż z zakładu dla nałogowych alkoholików – to kino upominające się o sprawy najistotniejsze.
We wspomnianym dokumencie o Tadeuszu Konwickim, już na otwarcie filmu, twórca Kompleksu polskiego usłyszał od Titkowa najtrudniejsze pytanie z możliwych: „Czy wierzy pan w człowieka?”. To pytanie, jak się wydaje, reżyser zadaje wciąż kolejnym bohaterom, także samemu sobie.
A zatem: czy Titkow wierzy w człowieka? Bardzo chce wierzyć. „Nie ma ważniejszego tematu dla kina i sztuki jak człowiek” – mówił w wywiadzie dla „Kina” w 1978 roku. I temu przykazaniu „przechodzień”, Andrzej Titkow, pozostaje wierny.