Drogi Jacku
Kieruję te słowa do Ciebie, ale forma – to list, półotwarty. Wszak ukaże się na łamach „Wiadomości” ZAiKS-u. Pozwoliłem sobie więc na częściowe poniechanie tajemnicy korespondencji.
Chciałem, aby to, co napiszę, było szczere i prawdziwe, a zarazem niepozbawione chęci budowania Ci cokołu. Szczere i prawdziwe, bo prywatne, opierające się na naszej pięćdziesięcioletniej bez mała znajomości. A ów cokół od dawna się Tobie należy. To pozwól, że i ja może nie zaraz cegłę, ale mały kamyk (nie mylić z tym z ogródka) – dorzucę.
Asumptem do tego listu niechby pozostał tegoroczny opolski koncert „Trzy ćwiartki Jacka Cygana”. Na scenie – gwiazdozbiór. Widownia – gwiezdny pył publiczności powtarzającej każde słowo. Każdej piosenki. W tle – niebo muzyki. I Ty – prowadzący nas swoją Drogą Mleczną.
Powyższa, kosmiczna metafora, w moim wieku, czyli prawie w Twoim, nie przychodzi łatwo i nie wynika z chwilowej fascynacji. Ten koncert przywrócił mi wiarę w sens formy nazewniczej „Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu – Święto Piosenki Polskiej”.
Już dawno temu, przy okazji Twojego benefisu, u żyłem cytatów z Twoich tekstów do stworzenia następującej laudacji:
Życie, życie to poemat
Napisany tym językiem
Wzruszeń, pragnień, westchnień
Życie, życie – jest nowelą
Jak się komu pisać nie chce
Ale Tobie pisać chce się
Tych, tak zwanych Łatwopalnych
Nie obchodzi przekrój stosu
Płyną do nas
Twoje słowa
Mądre słowa, dobre słowa
No, normalnie Dary Losu

Celowo nie zaznaczyłem cytatów cudzysłowem. Bo ukaże się to w czasopiśmie branżowym, ale i dlatego, by fenomen Twego pisania uwypuklić. Chętnie przyjmuje się Twoje słowa i nim się obejrzymy – są już nasze.
Bo właściwe Tobie jest „pisanie ze zrozumieniem” – rozumieniem odbiorcy. Nie chodzi o ukłon, dostosowanie do gibkości intelektu. Raczej o uczciwość w obliczu pojęcia „Rozrywka”. A dzisiejsza „Rozrywka” to raczej „Niewolnica Dizajna”. Tak, od angielskiego „design”.
Człowiekowi odwiecznie towarzyszyło poszukiwanie piękna. Dziś zastąpiło tę potrzebę poszukiwanie atrakcji. Wyjątkowości, nadzwyczajności, tego-jeszcze-niebyłości. W tym milionie świateł, prze-barw, nad-rytmów, chorej-ografii – tekst traktowany jest jak smutny stary król na festynie spazmatycznej demokracji. A przecież to on – tekst – sprawia, że owszem „lubimy te piosenki, które znamy”, ale oto nagle polubiamy piosenkę nową. Bo w tekście jest coś znajomego, ktoś znajomy. A może nawet zakodowani, przysypani codziennością – MY.
Dowiodłeś, Jacku, że w każdym tekście, nawet najbardziej popowej (w znaczeniu masowej) piosenki może być – chwila słów. Czasem dwóch, czasem jednego słowa. A czasem wręcz pauzy, czyli słowa domyślnego. I tak można przemycić przez granicę powszechności a to jakiś sens, a to prawdę, a to nadzieję. A to „coś”.
I za to Ci i prywatnie, ale i w imieniu: …………. (tutaj może swoje nazwisko wpisać każdy, kto uważa podobnie, a uzbierałoby się „parę osób”) – DZIĘKUJĘ.
Pisząc ten list do Ciebie, choć półotwarty – przypomniałem sobie, że ja już pisałem o Tobie.
W te słowa:
Piosenki to dźwięki
Piosenki to słowa
Piosenka – łyk szczęścia
Piosenka – łez browar
Piosenki panienki
Piosenki jak krzyże
Gór – piosenka nie przenosi
Ale
Czasem
Może sprawić
Że nam – do nas
Jakby bliżej
Użyte powyżej słowa „nam” i „nas” mają wymiar osobisty, ale i społeczny. Jak cały ten list. Toteż za chwilę błysnę pewną tezą. Odczuciem społecznym. Ale słuszności tej tezy dowiodę, sięgając w obszar naszej znajomości. Moich – do Ciebie odczuć i doznań.
Jeżeli Piosenka – to Jacek Cygan. Bo – Jacek jest Piosenką.
Pozostając w nadziei, że i czwartej ćwiartki skosztuję.