Pamięć bezkompromisowa
Reporterka. Pisarka. Dziennikarka. A nade wszystko: strażniczka pamięci, choć głównie cudzej. Powierzonej w nadziei, że zostanie właściwie zrozumiana.
Autorka jednego z najważniejszych reportaży XX wieku – powstałej w oparciu o rozmowę z Markiem Edelmanem książki Zdążyć przed panem Bogiem. Głos, którego dzisiaj potrzebujemy bardziej niż kiedykolwiek.
Przyszła na świat 20 maja 1935 roku w Warszawie, choć do dziś funkcjonują dwie daty – część źródeł podaje rok 1937. Jak podkreśla w wywiadach, jej dzieciństwo wypełniały sceny, o których nie chce pamiętać. Jej rodzice (Salomon Krall i Felicja Jadwiga z Reicholdów) byli urzędnikami. Oboje zginęli w obozie na Majdanku, gdy Hanna miała 5 lat. W Holocauście straciła wszystkich najbliższych. Jak obliczyła po latach, przeżyła dzięki pomocy około pięćdziesięciu Polaków. Po wojnie trafiła do sierocińca dla dzieci żydowskich.
„Nie zamieniłabym mojego dzieciństwa na żadne inne. Przygotowało mnie na całą resztę życia, dzięki niemu coś rozumiem z tego świata. Dzięki niemu wiem, czym jest strach, wiem, czym jest odwaga. I nie gorszę się byle czym” – mówiła w rozmowie z Krzysztofem Ogioldą. Jak dodała: „Zresztą wszystkie dzieci wychodzą z wojny roztropne i dorosłe. Żeby przeżyć, wszystkie musiały być mądre: polskie, żydowskie”.
Po latach uczulała, że prawdy o tym, co się wówczas na terenach Polski wydarzyło, nie da się zamknąć w jednostronnej narracji. Zgodnie z pierwszą jej wersją Polacy Żydów ratowali, z drugą – szantażowali i zabijali. „Każda z tych prawd jest niecałkowita, niepełna, więc – załgana. Dwie załgane prawdy nie chcą, nie dają się skleić w jedną prawdziwą” – wspominał słowa Krall Mariusz Szczygieł.
Na początku lat 50. studiowała dziennikarstwo na UW. Pierwszy reportaż napisała jeszcze na czwartym roku. Marian Brandys, który prowadził seminarium, po lekturze skwitował: „Za dużo formy, koleżanko. Prostota jest i bardziej szlachetna, i się nie starzeje”. Posłuchała.

Po studiach rozpoczęła pracę w „Życiu Warszawy”. Wspominała, że naprawdę dorosła jako dziennikarka dopiero po strajku w Poznaniu w czerwcu 1956 roku. Była tam świadkiem samosądu, widziała wyprowadzone na ulice wojsko. Z „Życia Warszawy” trafiła do „Polityki”, już jako reporterka. Ówczesny naczelny, Mieczysław Rakowski, poznał Krall osobiście w 1966 w Moskwie. Odwiedzała wtedy Rosję ze swoim mężem, Jerzym Szperkowiczem. Powstałe w tym czasie reportaże weszły w skład Na wschód od Arbatu – jej debiutu książkowego. Zaledwie cztery lata później opublikuje na łamach „Odry” swoją najsłynniejszą książkę Zdążyć przed panem Bogiem, która przyniosła jej światową sławę.
Marek Edelman opowiadał o getcie tak, jakby kompletnie nie dbał o to, jak należało mówić. On, człowiek, który w 1943 roku przez sześć tygodni wystawał przy bramie na Umschlagplatzu. Odprowadził wtedy czterysta tysięcy ludzi. Dzięki Krall świat zapamięta nie tylko to, kim był i co widział, ale i to, że była w getcie też dziewczyna, która strzelała do siebie siedem razy, nim trafiła. I że być może najważniejsze, o co powinien zabiegać dziś człowiek, to „nie dać się wepchnąć na beczkę”. Nigdy, przez nikogo. Nie pozwolić się obśmiać i upokorzyć. Bo tak się wszystko zaczyna.
Krall wyniosła reportaż do poziomu, jakiego wcześniej nie znano. Wydała Trudności ze wstawaniem, Wyjątkowo długą linię, Król Kier znów na wylocie, Różowe strusie pióra, Taniec na cudzym weselu, Dowody na istnienie, Tam już nie ma żadnej rzeki, To ty jesteś Daniel. Były tłumaczone na wiele języków i przyniosły jej wiele prestiżowych nagród.
Po odejściu z „Polityki” podjęła pracę w Zespole Filmowym Tor. Rozpoczęła się także trwająca dwie dekady era współpracy i przyjaźni z Krzysztofem Kieślowskim. Techniki, z jakich korzystała w reportażach, wykorzystała także w powieściach: w Oknach i w Sublokatorce – którą sama określa jako powieść dokumentalną.
Jak oceniał inny wieloletni przyjaciel Krall, Ryszard Kapuściński, historia w jej twórczości zawsze ma postać „konkretnej relacji człowieka do człowieka”. A pamięć zawsze jest pamięcią bezkompromisową.
Do różnych pamięci autorka sięga także w ostatniej publikacji – książki Jedenaście. Tytuł nawiązuje do adresu domu dziecka, w którym spędziła kilka lat. Domu, którego już nie ma. Jak przyznała przed rokiem w rozmowie dla Polskiego Radia: „Uznałam, że to jest bardzo dobry symbol. Czegoś nie ma, coś jest, a życie się toczy... To już nie mój świat, nie moje życie. Ale adres jest, świat jest, a więc wszystko w porządku”.
Autorka jest dziennikarką portalu Onet.pl.