Dobra strona literatury

12.12.2025
fot. FKP/Zbigniew Kosycarz / PAP
fot. FKP/Zbigniew Kosycarz / PAP

Jerzy Afanasjew

 

Jerzy hr. Paradox Afanasjew z Sopotu, jak się później przedstawiał. Rzeczywiście rodem spod Wilna, przed wojennymi prześladowaniami uciekał przez Skalbmierz, Warszawę, Szwajcarię (!), Płock, Białystok, by osiąść w Gdańsku, a konkretnie w Sopocie – najpierw politechnika, potem znacznie ciekawsze i rozrywkowe studia na PWSSP. Wśród kolegów miał Jacka Fedorowicza, Zbigniewa Cybulskiego,  Bogumiła Kobielę, Wowa Bielickiego – a to już krok do „Bim-Bomu”, studenckiego teatrzyku owianego dziś legendą: dał głos młodej inteligencji, był symbolem zmian, jakie niosły lata 50. (zespół zaproszono do udziału w pamiętnym Festiwalu Młodzieży i Studentów w Warszawie w 1955).

„Bim-Bom” mu nie wystarczał, pisał i publikował w prasie, współredagował kulturalne czasopisma, tworzył scenariusze radiowych i teatralnych spektakli. Ślub z malarką Aliną Ronczewską to początek „Cyrku rodziny Afanasjeff”, trupy, w której udzielał się również szwagier Roman; do 1963 ów Teatr Pantomimy i Komedii dał ponad 200 przedstawień w Polsce i na scenach europejskich.

Pisał – wiersze, humoreski, teksty piosenek. Marian Eile zaprosił go do współpracy z „Przekrojem”, cykl groteskowych przesłań „Pocztą od Afanasjewa” zdobył wielką popularność. Sezon kolorowych chmur, podobnie jak i Okno Zbyszka Cybulskiego, dwa tomy wspomnień z kabaretowych lat, przyniosły mu popularność i uznanie.

Afanasjew to nie tylko „cyrk”, ale także filmy, słuchowiska, spektakle teatralne i telewizyjne, powieści, wiersze, sztuki, oprawy sceniczne, w których nie stronił od elementów rodem z SF. Do jego scenariusza Szafa sięgnął Roman Polański, kręcąc swą słynną etiudę Dwaj ludzie z szafą (spór o autorstwo toczony w ZAiKS-ie ciągnął się długo).

Był w partii, wyszedł z partii – jak wielu. Dołączył do Solidarności, wszedł do grupy wspierającej budowę pomnika Ofiar Grudnia 1970. TVP nie chciała go wtedy, ale zaprosiła znów w 1989 roku; objął funkcję głównego reżysera gdańskiego studia. Zmarł w 1991 roku – pozostawiając po sobie ślad człowieka, który łączył poezję z ironią, błazenadę z mądrością, a sztukę z życiem.

 

Niech no tylko zakwitną jabłonie

Świat nie jest taki zły,
Świat nie jest wcale mdły,
Niech no tylko zakwitną jabłonie,
To i milion z nieba kapnie,
I dziewczyna kocha łatwiej,
Jabłonie, kwitnące jabłonie…

Wszystkim manna pada z nieba, 
Ludzie mają, co potrzeba,
Darmo światło, gaz, lokaje.
Śpią od rana do wieczora,
Czasem drepczą do kościoła
I nocą zmęczeni śpiewają…

Świat nie jest taki zły, 
Świat nie jest taki mdły,
Niech no tylko zakwitną jabłonie.
Babcie wnuczkom bajki klecą,
Złote zęby z nieba lecą,
Jabłonie, kwitnące jabłonie…
Niech no tylko zakwitną jabłonie

Oto chmurka na niebiesiech, 
Zgadujemy, co nam niesie
Biały śnieg czy srebrne złotówki? 
Wszyscy klniemy: „Toż to skandal!
Dzisiaj z nieba – wstyd i granda
Lecą gorące parówki”.
Świat nie jest taki zły,

Świat nie jest wcale mdły, 
Tak kończymy tę naszą melodię.
Wiosną ludzie umierają,
Wiosną ludzie się kochają,
I dziewczyna z ulicy, i złodziej.

Policjanci i poeci, Chuligani, złote dzieci, 
Wszyscy tańczą do świtu kankana.
Śpią od rana do wieczora,
Czasem drepczą do kościoła,
A w nocy zmęczeni śpiewają…

Świat nie jest taki zły, 
Świat nie jest wcale mdły,
Niech no tylko zakwitną jabłonie,
To i milion z nieba kapnie,
I dziewczyna kocha łatwiej,
Jabłonie, kwitnące jabłonie…

 

Autobiografia

Urodziłem się 11 września 1932 roku w Wenecji. 
Ojciec mój był dżokejem, matka damą pikową.
We Włoszech występowałem jako hr. Ciano, w Paryżu pod pseudonimem Józefina Backer.
Do Polski przybyłem z falą poszukiwaczy złota. Głodowałem. Była jesień. Zamiast serca miałem żółty liść klonowy.
Ojca sprzedałem więc kidnaperom, matkę zastawiłem w lombardzie.
Sam – zapisałem się do cyrku jako lew, Tołstoj.
Tu, w Bim-Bomie poznałem uroczą panią Tatianę – Miss Europę, jedyną w moim życiu kobietę z brodą. Zakochany, pływałem w trumnie po morzu, grając na gitarze i śpiewając sarabandy. Przy księżycu wrzuciliśmy nasze serca do wody. Ona złote, ja liść klonowy.
Do warszawskiego zoo sprzedałem węża ogrodowego jako boa.
Stąd welon, mirt i ślub. W czasie ślubu przyszła policja z tym wężem i zaczęła nas polewać.
Ukrywając się pod pseudonimem św. Floriana, kończyłem Akademię Sztuk Pięknych.
Bruderszaft z Wiktorem Emanuelem.
Byłem uważany za wariata, ale popieranego przez Państwo.
Po śmierci jestem duchem. Straszymy wraz z Katarzyną Wielką. Już północ na wieży…

z tomu satyr Mucha i anioł, 1959

 

CYTATY 

ŻYCIE TO CUD, TYLKO LUDZIE ZA RZADKO PATRZĄ W GÓRĘ.

NIE MA LUDZI POWAŻNYCH. SĄ TYLKO TACY, KTÓRZY UDAJĄ, ŻE NIE WIDZĄ ŚMIESZNOŚCI ŚWIATA.

SZTUKA JEST JAK DZIECKO — WYMAGA BEZINTERESOWNEJ MIŁOŚCI.

WOLNOŚĆ ZACZYNA SIĘ OD ŚMIECHU.

 

O  B O H A T E R Z E

Pokazał, jak przechowywał swoją wolność w czasie niewoli. Nie zgadzał się na stawianie znaku równości pomiędzy brakiem niepodległości a zniewoleniem ducha. Nigdy nie zaznał żadnego „ukąszenia”. Rozróżniał niewolę od niewolnictwa. Nie dał się zniewolić.
Alina Afanasjew

Z całym zachwytem i całą pewnością, że za lat dziesięć wy i wasi przyjaciele odrodzicie teatr polski.
Wpis Jana Kotta w sztambuchu „Cyrku Rodziny Afanasjeff”, 1962

Goście, którzy wpadali [do nas] na przyjęcie, by trafić na werandę, gdzie przygotowano poczęstunek, musieli przejść przez łazienkę. Ich oczom ukazywał się Jurek... w wannie, w wieńcu laurowym na szyi, w pianie cały. Witał wszystkich, łaskawie podając rękę do ucałowania. Po prostu cesarz łazienki.
Ryszard Ronczewski, szwagier pisarza

Afanasjew był duszą Bim-Bomu. Człowiekiem, który nie pozwalał, by teatr zamienił się w kabaret albo w agitkę. On widział w nim poezję.
Jacek Fedorowicz, „W zasadzie tak”, wyd. Znak, 2011

 

wybór tekstów: Grzegorz Sowula

#Dobra strona literatury
#Artykuł z kwartalnika