
Pasjonat fotografii, to raz. A potem – artysta, autor zdjęć, wystaw, albumów, dziennikarz. Jako meloman – wydawca książek o tematyce muzycznej. Do fotografii przywiodło go… podglądactwo.
Obserwował ojca, gdy ten pod powiększalnikiem naświetlał zdjęcia na papierach fotograficznych, wywoływał je w miskach, suszył na szybach okiennych. Wszedł wtedy w ten świat czarów, magii, gry ciemności i światła...
„Od lat zajmuje szczególną pozycję wśród fotografów teatralnych. Od lat, czyli od półwiecza, gdy jako absolwent Katedry Fototechniki Wydziału Chemicznego Politechniki Wrocławskiej, zaczął fotografować spektakle baletowe i teatralne. W Polsce, potem na świecie, aż po Tajwan, Japonię, Niemcy, Rosję, Norwegię, Szwajcarię, Włochy, USA” – wspomina Sławomir Pietras.
„Jest znakomitym fotografem, którego talent i pasja pozwoliły utrwalić chwile upływające na scenach. Nasza sztuka operowa i baletowa oraz wydarzenia związane z muzyką poważną żyją na zdjęciach i mają swoje miejsce w archiwach dzięki Juliuszowi Multarzyńskiemu. Znam go osobiście i każde z nim spotkanie utwierdza mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z wrażliwym artystą i otwartym, serdecznym człowiekiem. Do przyznanych mu licznych nagród i wyróżnień zaliczyłbym także ogromną wdzięczność artystycznego środowiska – dzięki panu Juliuszowi obraz naszej sztuki operowej i baletowej nie ginie po zapadnięciu kurtyny” – mówi Wiesław Ochman.
„Zawsze obecny, ale w niewidoczny sposób, dyskretny, tworzy niepowtarzalną kronikę artystycznych wydarzeń, wychwytując okiem swej kamery najważniejsze, najbardziej interesujące chwile. Zdjęcia Juliusza Multarzyńskiego towarzyszyły mi od momentu wznowienia Łucji z Lammermoor Gaetano Donizettiego w warszawskim Teatrze Wielkim w 1984 roku. Ten pościg za ruchem scenicznym, czasem i światłem pozwolił mu stworzyć swoiste dzieła sztuki. Wyłapywał momenty najciekawsze, nie ustawiał nas do pozowania. Mogę sparafrazować Jona Fosse, norweskiego dramatopisarza, ostatniego noblistę, i powiedzieć, że u Multarzyńskiego fotografowanie jest aktem łaski” – argumentuje Zdzisława Donat.
„Juliusz jest wspaniałym gawędziarzem, do białego rana potrafił ciepło opowiadać o swoim zawodzie i fotografowanych spektaklach. Jest też niezawodnym przyjacielem, zawsze znajdującym czas na rozmowę, udzielenie rady czy po prostu wspólne spędzenie czasu. Ale jest też osobą z charakterem, nie pozwala sobie wejść na głowę, zawsze z siłą i odwagą broni swoich poglądów. Człowiek honoru, podziwiany i kochany przez artystów, od kilkudziesięciu już lat utrwalający najważniejsze chwile ich zawodowej kariery” – puentuje Roman Osadnik.
Prace Juliusza Multarzyńskiego ukazały się w ponad 200 publikacjach prasowych w Polsce i za granicą. Od lat współpracuje z najważniejszymi teatrami operowymi i dramatycznymi, festiwalami muzycznymi i instytucjami kultury. Jest członkiem kilku związków twórczych, autorem licznych wystaw, współtwórcą – wraz z prof. Małgorzatą Komorowską – albumowej pozycji Marcella Sembrich-Kochańska. Artystka świata, ukazującej tę wybitną sopranistkę, pierwszą Polkę, która wystąpiła podczas inauguracyjnego sezonu nowojorskiej Metropolitan Opera w 1883 roku, wcielając się w rolę… Łucji z Lammermoor.
Wśród wyróżnień przyznanych artyście są m.in. Medal Wacława Niżyńskiego, brązowy Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, a także Teatralna Nagroda Muzyczna im. Jana Kiepury za całokształt pracy artystycznej, jaką odebrał w 2022 roku.