
Czarodziej dźwięku
Rzadko się zdarza, byśmy żegnali na tych łamach osobę, która największe sukcesy osiągnęła nie jako twórca w rozumieniu kompozytor czy autor, ale jako ktoś, kto twórczości innych poświęcał życie. Formował ją, nadawał twarz, dbał o subtelne odcienie, wreszcie otwierał tej twórczości drzwi do sukcesów. Także mojej.
Rafał Paczkowski ukończył studia w warszawskiej Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina na Wydziale Reżyserii Dźwięku. Pracowałem z wieloma reżyserami dźwięku, ale Rafał był jedyny w swoim rodzaju. Nie ograniczał się do przesuwania suwaków w stole mikserskim, czuł się odpowiedzialny za całość. Dla kogoś, kto nie zna dokonań Rafała, przypomnijmy, że „stał” za największymi płytami takich artystów i grup, jak Grzegorz Ciechowski i Obywatel G.C., Anna Jurksztowicz, Edyta Bartosiewicz, Lady Pank, Kombii, Majka Jeżowska, Ryszard Rynkowski. Pamiętam, że kiedy wymyślił w piosence Ryszarda Czas partię sekcji dętej, nie wahał się pojechać do Chicago i tam nagrać dęciaki w studio Hinge. Gdy nadarzyła się okazja, by płytę Ryszarda „Ten typ tak ma” nagrać z muzykami Joe Cockera, natychmiast zrealizował to w studiu Lisy Stansfield pod Manchesterem. Wiele dni i nocy, z naciskiem na „nocy”, przesiedziałem z Rafałem w studiach nagrań, zwłaszcza kiedy nagrywaliśmy albumy z Ryszardem lub Edytą Górniak („Dotyk” z 1995 roku). Podziwiałem jego cierpliwość, kiedy w charakterystyczny sposób mówił do wokalisty: „Jeszcze nie jest dobrze, ale jest obiecująco!”. Zastanawiałem się, jak z tych kilkunastu, czasami kilkudziesięciu wersji wokalu Rafał wybierze tę najlepszą, ile potrzeba na to godzin? Robił to bezbłędnie. Przeczytałem gdzieś takie zdanie: „Samotność wyolbrzymia wszystkie dźwięki”. Ile czasu musiał Rafał spędzić w samotności nad swoim stołem mikserskim na Mokotowie, ile w innych studiach w Polsce i na świecie, by w samotności podjąć najważniejsze decyzje.
Wszyscy, którzy z nim nagrywali, wiedzą, że nie był wylewny, raczej schowany w sobie, czasem trudny. Ale muzycy i wokaliści zapewne potwierdzą, że w tych studyjnych warunkach wchodziło się z Rafałem w jakieś niesamowite osobiste relacje. Kiedy gitarzysta gra dziesiąty raz solówkę, a realizator jest niezadowolony, kiedy wokalista powtarza linijkę, bo ciągle nie jest dobrze, wtedy następuje moment jakiegoś obnażenia, w którym ludzkie słabości wychodzą na wierzch. Ktoś, kto nie przeżył takich momentów podczas nagrywania płyty nie zrozumie, ile trzeba wtedy subtelności, doświadczenia czy zwyczajnej ludzkiej dobroci. Trudno się dziwić, że z tych wyjątkowych relacji rodziły się przyjaźnie, które przez lata łączyły Rafała m.in. z Jankiem Borysewiczem, Edytą Bartosiewicz czy Grześkiem Skawińskim. Jeśli kogoś tu pominąłem, przepraszam. Aby zakończyć temat piosenkowy, dodam, że z Rafałem jako kompozytorem napisałem chyba, jako autor, najwięcej piosenek. Najbardziej znane jego kompozycje to pisane dla dziecięcych wykonawców Pada śnieg, potem duet Edyty Górniak z Krzysztofem Antkowiakiem czy Dłonie, Na raz, na dwa. Napisał ze mną także kilka „dorosłych” piosenek, które zostały na płytach Ryszarda Rynkowskiego oraz utwór To Atlanta promujący Igrzyska Olimpijskie w Atlancie. W 2003 roku Rafał, razem z Marcinem Pospieszalskim, otrzymał nagrodę Fryderyka w kategorii Produkcja Muzyczna za płytę „Trudno nie wierzyć w nic” zespołu Raz, Dwa, Trzy.
Osobnym obszarem, w którym rozkwitł talent Rafała Paczkowskiego, jest muzyka filmowa. Był realizatorem, często producentem muzyki do wielu filmów, z wieloma kompozytorami, wśród których wymieńmy Krzesimira Dębskiego, Michała Lorenca, Zbigniewa Preisnera czy Jana A.P. Kaczmarka. Pamiętam, jak z żoną staliśmy w kinie Kultura, z twarzami przyklejonymi do ekranu, bo na końcu filmu Marzyciel były wyświetlane trzy polskie nazwiska: Krzysztofa Herdzina, Leszka Możdżera i Rafała Paczkowskiego. A za muzykę do tego filmu Jan A.P. Kaczmarek zdobył przecież OSKARA! Są takie nagrania z muzyki filmowej, w których odnajduję rękę Rafała. To na pewno Taniec Eleny z filmu Bandyta Macieja Dejczera i Dumka na dwa serca z filmu Ogniem i mieczem Jerzego Hoffmana. W sferze filmowej Rafał także zawiązał przyjaźnie na całe życie, a może na dłużej, jak na przykład z Michałem Lorencem czy Janem A.P. Kaczmarkiem.
Rafał odszedł nagle i niespodziewanie. Ostatnio natrafiłem na takie dwie linijki wiersza Adama Asnyka: „Nie wyda dźwięku rozbite narzędzie/ Pęknięte struny zadrżeć już nie mogą”. Nie ma już z nami Rafała Paczkowskiego, ale to, co zrobił, co pozostawił po sobie, żyje, wydaje dźwięki. Jego dźwięki…
Takie, że drżą nasze serca.