Artysta też człowiek?

Tomasz Organek
28.10.2022

„Literaci do piór, studenci do nauki, pasta do zębów”. Prawdopobnie to Mrożek w ten sposób przedrzeźniał Gomułkę w Marcu ’68 podczas antysemickiej i antyinteligenckiej nagonki w Warszawie. Komuna padła, ale z komunałami pożegnać się nam o wiele trudniej. Kiedykolwiek artysta wypowie zdanie w kwestii innej niż wykonywany zawód, staje się natychmiast obiektem niespotykanej krytyki. Wielokrotnie to obserwowałem, czytając komentarze pod deklaracjami kolegów i koleżanek z branży. Hejt generuje chociażby obywatelski apel o udział w wyborach, zdjęcie w maseczce czy nawet, o zgrozo, ukraińska flaga w tle, żeby uaktualnić kwestię. Niejednokrotnie obrywałem sam: „Ty, Organek, lepiej graj, zamiast zajmować się polityką”.

Podobny komentarz słyszę co chwilę, kiedykolwiek zdecyduję się zabrać głos w sprawie innej niż zapowiedź kolejnego koncertu. I tak od lat. Polityką się nie zajmuję i nie mam zamiaru, bo szkoda mi na nią życia. Nie biorę udziału w kampaniach wyborczych, wielokrotnie takie prośby odrzucałem. Tyle że polityka codziennie zajmuje się mną. A jeśli ktoś chce decydować o mnie, to na pewno nie bez mojego udziału. Wojna w Ukrainie, ekologia, finansowanie kultury, czarne marsze, bicie ludzi przez policję na wolnościowych marszach, obezwładniająca korupcja, bojkot skorumpowanej Trójki, pandemia – zawsze muszę liczyć się
z publiczną chłostą i chociaż przestałem dla własnego zdrowia czytać komentarze pod postami, szybko dowiaduję się o tym, że jestem idiotą, od osób trzecich.

W mgnieniu oka z ulubionych idoli stajemy się rozkapryszonymi celebrytami, którzy roszczą sobie prawo, żeby pouczać innych. Żenujące popisy rozkapryszonych gwiazdek z kolorowych pism sterują zbiorową wyobraźnią, degradując 99% uczciwie pracujących artystów do zaćpanych, oderwanych od rzeczywistości degeneratów rozbijających dla zabawy drogie auta. Ciągle jednak starcza mi sił, żeby z uporem w miarę odpowiedzialnego człowieka tłumaczyć, że owszem, bywamy artystami, ale na co dzień przede wszystkim jesteśmy obywatelami. Płacąc podatki, zyskujemy prawo do uczestniczenia w życiu publicznym i wyrażania w sposób nieskrępowany swoich opinii. Wolność słowa w granicach prawa i dobrego obyczaju. Te zresztą od kilku lat są w Polsce bardziej objawem słabości niż warunkiem udanej debaty publicznej. W równym stopniu ma do niej prawo piekarz, taksówkarz, lekarz czy chociażby muzyk albo aktor. Wedle proponowanej nam logiki dentysta miałby prawo do wypowiedzi wyłącznie na temat zębów. To absurd. Sektor kreatywny generujący ponad 6% polskiego PKB to dziś znacząca część polskiej gospodarki, a myślenie krytyczne to zaleta, nie wada. To ono rozwija wolne społeczeństwa. Teza, antyteza, synteza. Heglowska dialektyka obowiązuje również w przestrzeni publicznej. Dzięki niej budujemy między sobą dialog i wypracowujemy wspólną, akceptowalną dla większości przestrzeń. To jest właśnie demokracja.

Od lat zapatrzeni w anglosaskich idoli, nie widzimy, że to najbardziej rozpolitykowana scena na świecie. Artyści wprost mówią o swoich przekonaniach, biorą udział w kampaniach prezydenckich i z zaciętością walczą o sprawy, zdawałoby się, zupełnie niezwiązane z muzyką. I nikt nie ma im tego za złe. Rasizm, ksenofobia, homofobia, powszechny dostęp do broni, walka o wolność, nie tak dawny brexit. Muzyka, czy szerzej biorąc sztuka, nigdy nie była wolna od polityki. Wszyscy znamy na pamięć strofy z Kaczmarskiego, Brygady Kryzys czy Kultu. To co innego, powiecie? Bo wtedy była komuna? Teraz też są wojny, bieda, nierówność, rasizm, homofobia i strach na ulicach. Sztuka nigdy nie była wyabstrahowana od życia i spraw publicznych, bo artyści to tacy sami ludzie, a sztuka to refleks świata za oknem. Dlatego tak bardzo ją kochamy, a dzięki ostatniej kwarantannie uzmysłowiliśmy sobie, jak bardzo jej potrzebujemy. Arystotelesowskie katharsis ciągle działa. Dzięki sztuce możemy przeżywać rzeczy nam niedostępne, definiować na nowo świat albo wyrażać swój sprzeciw. Możemy lepiej zrozumieć drugiego człowieka, mocniej poczuć miłość albo wyrzucić z siebie gniew.

Nie odbierajmy sobie tego. Nie odbierajmy artystom głosu, bo ciągle jest o czym mówić. Historia nie doszła do końca, a Fukuyama też człowiek i mylić się może.

 

 

Inne artykuły

Pokazuj
Wszystkie
#Artykuł z kwartalnika
#Tomasz Organek