30 lat życia w kolorze

Anna Sańczuk
16.12.2021
Zajęcia z rzeźby, fot. archiwum Atelier Foksal
Zajęcia z rzeźby, fot. archiwum Atelier Foksal

Każdego dnia drzwi gościnnego Atelier Foksal otwierają się na wszystkich wrażliwców i twórcze dusze. Tu zawsze zbłąkanych otulą kolorami, zagubionych nakarmią sztuką, pomogą znaleźć drogę – artystyczną i życiową. I tak już od 30 lat. „Misja niemożliwa” wymyślona przez parę artystów: Teresę Starzec i Andrzeja Bielawskiego – trwa!

„Od progu otacza cię klimat bohemy. Wnętrze pełne sprzętów, obrazów, niesie dużo humoru, koloru, lekkości. Zagracone, ale nieinwazyjne, inspirujące do poszukiwania różnych rozwiązań” – tak Atelier opisuje mi Bożena Cichecka, malarka, projektantka grafiki użytkowej po ASP w Łodzi, która trafiła na zajęcia Teresy i Andrzeja jako młodziutka dziewczyna na życiowym zakręcie. Przyjechała wtedy z Płocka do Warszawy szukać swojego miejsca. Atelier – jak mówi – prócz tego, że ją wykształciło, pomogło jej też otwierać się na nowe zjawiska. „Takich ludzi jak ja przewinęło się przez to miejsce mnóstwo. Magdalena Maria Muszyńska, wykładowczyni ekonomii, po tutejszych »naukach« ukończyła projektowanie ubioru na ASP w Łodzi i stworzyła własną markę w Wiedniu (MaMaMu). Albo znajoma Japonka, Yui Akiyama. Porzuciła polonistykę, skończyła ASP i dziś jest malarką”.

Cichecka wciąż zagląda do Atelier. Patrzy na kolejne pokolenia i obserwuje Teresę, która ma „niesamowity rozmach w działaniu i odwagę w podejmowaniu wyzwań”.

Teresa Starzec, artyści i przyjaciele Fundacji, Fot. archiwum Atelier
Teresa Starzec, artyści i przyjaciele Fundacji, Fot. archiwum Atelier

Przestrzeń na eksperyment

Teresa Starzec – malarka, żywioł, kolorowy ptak (barwne obrazy, ubrania, włosy i oprawki okularów, z których słynie), jest założycielką i dobrym duchem tego miejsca. Od początku towarzyszy jej mąż, Andrzej Bielawski – malarz, grafik i poeta, który dziś czas spędza głównie w swej wiejskiej pracowni; jest jej koncepcyjną i emocjonalną podporą w pełnym wyzwań zarządzaniu tą pozasystemową „uczelnią artystyczną”. 

Andrzej Bielawski: „Byliśmy prekursorami.
Na początku lat 90. uświadomiliśmy sobie, że możemy dzielić się tym, co sformułowaliśmy w naszych twórczych poszukiwaniach. Jedną z największych wartości tego działania jest to, że docieramy do młodych ludzi. Dzisiejszy świat nie daje gotowych scenariuszy, jedni się zajmą architekturą, inni sztuką, jeszcze inni jakąś całkiem odległą dziedziną. My pomagamy im rozpoznać możliwości, predyspozycje, potrzeby”. 

„Nie jesteśmy szkołą ani domem kultury, ale oddolną inicjatywą, która odpowiedziała na edukacyjną lukę tamtych czasów” – zaznacza Teresa. „Dlatego musimy nieustannie podążać za zmieniającymi się potrzebami młodzieży. To nie jest zatęchła konstrukcja sprzed trzech dekad! Uczymy współcześnie, dajemy przestrzeń na eksperymentowanie, nastawienie na proces, prawo do błędu. Ważne jest szukanie, możliwość wyboru, a to przenosi się też na »życie«”. Przecież kreatywność, twórcze myślenie, nauka odwagi, elastyczności, pracy w zespole, konfrontacji i dialogu – przydaje się w wielu dziedzinach. Nie dziwi mnie, że gros naszych uczniów to miejscy aktywiści, ludzie zaangażowani w rzeczywistość”.

Edward Dwurnik „Portret młodzieńca w godzinę”, fot. archiwum Atelier
Edward Dwurnik „Portret młodzieńca w godzinę”, fot. archiwum Atelier

Poza wyścigiem szczurów

Wśród absolwentów Atelier Foksal nie brakuje jednak także znakomitych artystów. Projektant i rysownik Jan Bajtlik twierdzi, że „pierwszym wydziałem artystycznym, na którym studiował, było Atelier u Teresy”. Wśród innych – malarka Magdalena Karpińska, mistrzyni akwarelowej ilustracji Jagna Wróblewska, rzeźbiarka Katarzyna Przezwańska. Ilustrator i plakacista Tymek Jezierski oraz jego imiennik Tymek Bryndal, muzyk i multimedialny artysta. Czy córka założycieli Atelier – Alicja Bielawska, uznana rzeźbiarka i artystka wizualna, która dziś wraz Marcinem Skorupskim, architektem wnętrz, prowadzi w Atelier pracownię kompozycji przestrzennej, zajęcia ze sztuki mediów i rysunku. Przygotowani przez Atelier adepci sztuki zdają co roku do szkół plastycznych w Polsce, ale i w Mediolanie, Berlinie, Londynie, Eindhoven, Amsterdamie.

Wiele się przez tych 30 lat zmieniało, choćby miejsce działania Atelier – od małej salki na Muranowie po imponujące przestrzenie drugiego piętra Kamienicy Artystycznej przy ulicy Foksal w śródmieściu stolicy. Ale nie zmieniało się jedno: zawsze uczyli tu praktykujący twórcy, z sukcesem uprawiający swoją dziedzinę. Dziś przy Foksal 11 do wyboru jest ponad 30 różnych zajęć, od rysunku z modela po rysowanie storyboardów i nowe media. Są zajęcia dla dzieci, licealistów i dorosłych. Rodzice nastoletnich adeptów przygotowujących się na studia artystyczne łapią bakcyla sztuki i pojawiają się np. na legendarnych plenerach międzypokoleniowych w Łucznicy. 

„Dawni absolwenci przyprowadzają do nas swoje dzieci, a czasem wracają w roli wykładowców. W Noc Muzeów wpadają gromadą, wołając: »Idą najlepsze roczniki!«” – śmieje się Teresa i dodaje: „Z każdej osoby, która tu przychodzi, chcemy wydobyć rys indywidualny, by ją utwierdzić, że jest osobną, wyjątkową istotą. To odskocznia od testów, ocen, wyścigu szczurów. Tego, czego mamy wokół dziś aż nadto.
U nas nie ma miejsca dla ludzi, którzy chcą się wybijać kosztem innych. Może dlatego w Atelier rozwijają się prawdziwe, niepodrabialne osobowości”.   

#Artykuł z kwartalnika
#Atelier Foksal
#sztuka