50 numerów pisma to dużo albo mało. Zależy od perspektywy. W porównaniu z „Wiener Zeitung”: 320 lat w druku, 10 cesarzy, w tym kilku długowiecznych, i dwie republiki po drodze.
Mało. W porównaniu z tysiącami pism, które ukazały się tylko raz. Bo zamknęła cenzura, osłabł zapał albo skończyły się pieniądze. Dużo.
W tym czasie Kwartalnik wydoroślał, ale się nie zestarzał. Podczas biegu przez 50 płotków wypracował własny pomysł na opowiadanie o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi. Nie jest to temat przesadnie malowniczy. Zdecydowanie mniej niż lekkoatletyka. Nauczył się opisywać też zmiany w Stowarzyszeniu. Tu już coś namalować można trochę lepiej. W kategoriach sportowych maraton albo chód sportowy, w zależności od tego, jakie ktoś lubi tempo. Ale przede wszystkim od dawna dokumentuje zmiany w polskiej kulturze, zapisuje ciekawe biografie, zadaje pytania ludziom, którzy mają coś do powiedzenia o sobie, o świecie, o twórczości czy też twardszych materiach życia. Tu już wszyscy pchają się z pędzlami. Łyżwiarstwo figurowe, taniec z szablami i pływanie synchroniczne w jednym, po prostu. Taka mieszanka: twarde stąpanie po ziemi, żeby stworzyć przestrzeń dla unoszenia się przez chwilę ponad jej powierzchnią, to w zasadzie kwintesencja tego, co próbuje robić ZAiKS. Przykra sprawa dla malkontentów, ale od wielu osób słyszałem, że po prostu lubią to pismo.
50 płotków temu polityka informacyjna Stowarzyszenia w zasadzie nie istniała. Nie komunikowano niczego, no bo po co rozmawiać z ludźmi. Jeszcze o coś zapytają albo coś zrozumieją. Albo co gorzej – coś im się zachce. Dziś Kwartalnik jest najdostojniejszym chyba z narzędzi prowadzenia takiej polityki. Media społecznościowe, strony internetowe, obecność w tradycyjnych i cyfrowych publikatorach, kampania Muzyka Napędza Biznes, spotkania na żywo z użytkownikami, newslettery dla twórców i pracowników, warsztaty dla różnych grup twórców, udział w dużych konferencjach naukowych i gospodarczych. Krótka i niewyczerpująca lista przykładów. Różnym językiem. Bo do różnych ludzi. O tym samym. O tym, co i po co robimy.
Nienawidzimy dziś hałasu. Bo jest go wokół zbyt dużo. Jazgocze większość populacji. Dzwonią, piszą, nadają, udostępniają i promują, w skrócie – dręczą dźwiękiem i obrazem. Bez końca zainteresowani mówieniem, za często tylko o sobie. Ale dzisiaj ktoś, kto w ogóle nie mówi, znika i wraz z nim jego sprawa. Trzeba więc mówić o swoich sukcesach, potrzebach i porażkach; polemizować, bronić swoich racji, stawiać tamę bełkotowi, ośmieszać przygłupów, dokuczać zakochanym w sobie bez wzajemności. Ważne, w jakim stylu. A nasz Kwartalnik styl ma nienajgorszy. Dbajmy więc o niego, bo pięćdziesiątka – jak wiadomo – jest gorsza od setki. I tu chyba skończę, bo zaraz ktoś tępawy zarzuci mi promocję alkoholizmu.