Zmarł Jarosław Abramow-Newerly

Grzegorz Sowula
10.08.2026
Fot. Bartek Barczyk
Fot. Bartek Barczyk

„Bywalec, światowiec, globtroter, poliglota, kosmopolita, lekko piegowaty. […] Abramow – po matce aktor, po ojcu – pisarz, po sobie – muzyk, zadziwiał nas zawsze swoją pracowitością, nieraz zdarzało się, że występował jako wykonawca własnych tekstów, do których sam pisał muzykę. Zdumieni i zaskoczeni śpiewaliśmy na jego cześć specjalne pieśni, na przykład «Ech, Jarka, kakije u was głaza»… Kobiety szaleją za nim, mężczyźni zazdroszczą. Lubi kwiaty, łagodny dla zwierząt i ludzi”. Andrzej Jarecki, jeden ze współzałożycieli Studenckiego Teatru Satyryków, tak właśnie przedstawiał scenicznego kolegę w żartobliwym tekście „Sylwetki wielkich ludzi naszego teatru” do składanki Uśmiechnięta twarz młodzieży z 1959 roku. Pięć lat później, podsumowując inną składankę (Mnie nie jest wszystko jedno), krytyk Roman Szydłowski nazwał STS „żywym, wciąż młodym, autentycznym teatrem satyrycznym”, którego „zdolnym dramaturgiem” okazał się Jarosław Abramow.

Musiały to być geny – aktorka + pisarz = dramaturg. Ale przede wszystkim człowiek potrafiący pisać. Bo choć w STS-ie talentów nie brakowało – za „słowo” odpowiadali m.in. Tym, Stanisławski, Osiecka, Dąbrowski, wspomniany Jarecki – to Abramow dorównywał im bez kłopotów. Pisał teksty satyrycznych programów, skecze, monologi, piosenki. Tu ujawniła się druga jego strona – muzyczny słuch, wyczucie rytmu, świadomość tego, jak powstaje przebój. Teksty Agnieszki Osieckiej, zilustrowane muzyką Abramowa, dziś mają już rangę evergreenów, jak Mówiłam żartem, Widzisz mała czy pamiętna Piosenka o okularnikach.

Absolwent filologii polskiej na UW, jeszcze jako student debiutował satyrycznym utworem w „Szpilkach”. W 1956 roku współzakładał studencki tygodnik „Od nowa”, był nawet jego redaktorem naczelnym, ale pismo już w pierwszym numerze podpadło „wiodącej sile narodu” i Abramow stracił posadę. Ale został zauważony przez Jerzego Giedroycia, redaktora paryskiej „Kultury”. Zażyłość, nawet przyjaźń z zespołem emigracyjnego pisma przetrwała lata.

Przez wiele lat związany był z Polskim Radiem – zaczynał od Redakcji Młodzieżowej, kilka lat kierował redakcją Radiowego Teatru Młodych, prowadził również Radiowy Teatrzyk Miniatur „Zwierciadło” – to tam, pod jego auspicjami, debiutował Wojciech Młynarski.

Jego debiutancką sztukę, Anioła na dworcu, reżyserował Kazimierz Kutz – zaproponował go sam autor. Odniosła wielki sukces, zdobyła m.in. nagrodę szwajcarskiej Fundacji Kościelskich. Ostatnią, Maestra, wystawił Kazimierz Dejmek w 1984. W następnym roku Abramow wyjechał z żoną do Kanady, gdzie zamieszkał w końcu na stałe, utrzymując jednak związki z Warszawą.

Pozostawił spory i różnorodny dorobek, w tym kilka tomów nadzwyczaj ciekawych, barwnie napisanych wspomnień, które czyta się niczym wciągające powieści. Ale w pamięci pozostanie dzięki cesze rzadkiej w artystycznym świecie – jak pisała jego córka z okazji 90. urodzin, „szczerze cieszy się z sukcesów kolegów i pragnie, by byli docenieni. W wywiadach więcej mówi o innych niż o sobie. Nie mówi źle o ludziach, a jeśli rzeczywiście nie potrafi powiedzieć czegoś dobrego, to milczy. Nie chowa urazy i nie jest małostkowy. Zawsze szuka dobrych stron […]”. Któż z nas nie chciałby być tak właśnie zapamiętany?

Polecamy – prawdopodobnie – ostatnią rozmowę z Jarosławem Abramowem-Newerlym, która odbyła się w listopadzie 2025 roku, w ramach naszego cyklu Archiwum Historii Autorów.

https://aha.zaiks.org.pl/wiedza/jaroslaw-abramow-newerly-zeby-nie-przezyc-wlasnych-utworow

#pożegnania